Stało się. W zeszłym tygodniu rozpoczęłam ten wyjątkowy okres w życiu - studiowanie. To ten czas kiedy wedle powszechnie panującego zwyczaju powinnam wyprowadzić się z domu, garściami korzystać z wolności, popełniać życiowe błędy, szaleć, narzekać na pusty portfel i pustą lodówkę, nie spać, uczyć się do sesji na dzień przed i pewnie sporo innych.

No cóż, część z tych rzeczy, zarezerwowanych na lata studenckie, już w moim życiu przeżyłam. Pozostałej części wolałabym nie doświadczyć.

Dla mnie powrót na studia łączy się tak naprawdę częściowo z powrotem do tego, co działo się u mnie przed wyjazdem do USA. Znów mieszkam sama, a co za tym idzie sama sobie gotuję, mam więcej wpływu na to, jaki prowadzę styl życia. I ten drugi element jest tutaj dla mnie bardzo ważny. Wreszcie odzyskałam zupełną kontrolę nad moją dietą, nie muszę być w tym obszarze od nikogo zależna i zamierzam ten fakt wykorzystać.

Muszę się Wam przyznać, że przez ostatni rok przechodziłam straszny kryzys jeśli chodzi o odżywianie. Jego skutki niestety wciąż się mnie mocno trzymają. Ale właśnie ten nowy początek roku akademickiego traktuję jako początek nowej drogi w kierunku kształtowania siebie na różnych płaszczyznach. Czas zmienić złe nawyki 🙂

Piszę o tym wszystkim dlatego, że właśnie z tego powodu chciałabym rozpocząć na blogu nową serię. Będą to przepisy i pomysły na różne posiłki w ciągu dnia. Chcę pokazać Wam, że da się jeść zdrowo nie mając mnóstwa czasu i mnóstwa pieniędzy. Chcę zainspirować Was i udowodnić, że warto zadbać o siebie.

Oczywiście, jeśli ktoś spodziewa się magicznych receptur na zdrowe posiłki za 20 zł tygodniowo przyrządzone w dosłownie 5 minut to muszę go rozczarować. Bo jest to fizycznie niemożliwe. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że musimy coś poświęcić, ale to poświęcenie będzie miało dla nas długoterminowe korzyści.

Na przykład, zdrowe odżywianie wpłynie pozytywnie na nasze zdrowie, co wiąże się z uniknięciem późniejszych kosztów związanym z leczeniem. Gdy lepiej jemy nasze samopoczucie jest lepsze, nasz sen jest bardziej jakościowy, dzięki czemu nasza nauka może być efektywniejsza. To tylko niektóre korzyści, nie mówiąc już o lepszym samopoczuciu i wyższym poziomie szczęścia itd.

Mam nadzieję, że uda mi się zainspirować Was do chociaż minimalnej zmiany w waszych żywieniowych nawykach.

Na początku chciałam opowiedzieć Wam na czym w skrócie polega moja dieta.

Ogólnie słowo dieta nie jest tutaj najtrafniejsze. Osobiście nie wierzę w żadne diety, raczej preferuje zmiany stylu życia.

W przeszłości zdarzało mi się dużo eksperymentować z różnymi sposobami odżywiania. Tak naprawdę przed wyjazdem nie jadłam glutenu, nabiału, zbóż - inspirowałam się dietą paleo. Na chwilę obecną wiele się zmieniło. Przede wszystkim doszłam do tego, że tak restrykcyjna dieta nie wpływa na mnie pozytywnie na płaszczyźnie społeczno-emocjonalnej. Zdecydowanie za bardzo, wręcz obsesyjnie skupiałam się wtedy na temacie jedzenia i myślę, że odbierało mi to dużo radości życia.

To co jest dla mnie bardzo ważne, to wsłuchiwanie się w siebie i obserwacja swojego ciała. Każdy jest inny i ma różne reakcje na poszczególne składniki diety. Dlatego myślę, że jest to jeden z najważniejszych elementów, eksperymentowanie i obserwowanie własnych reakcji. Na podstawie tych małych badań na samej sobie, ustaliłam kilka zasad którymi staram się kierować w swojej codzienności.

1.Wykluczenie żywienia się w miejscach typu Mc Donalds, KFC, Burger King itd. To jest dla mnie pierwszy krok w stronę dobrej zmiany. Jeśli masz wziąć dla siebie tylko jedną rzecz z tej listy, polecam właśnie tę. Zmiana tego nawyku automatycznie prowokuje dalsze kroki.

 

2. Koniec ze śmieciowym jedzeniem. Teraz pytanie, co ja rozumiem pod tym sloganem. Może to co powiem będzie drastyczne, ale dla mnie są to wszystkie wysoko przetworzone produkty. Zaczynając od batoników, poprzez chipsy i chrupki i ciastka aż po gotowe dania z proszku czy głęboko mrożone gotowce. Do tej licznej grupy zaliczają się też wszelkie napoje słodzone, gazowane. Zasada którą się kieruję aby uniknąć tego wszystkiego to wybieranie produktów bez składu (owoce, warzywa, kasze, ryż itd) lub takich których skład nie przekracza 3/4 pozycji. Analizuję też składy, jeżeli jakaś nazwa brzmi dla mnie zupełnie obco, najczęściej rezygnuję z kupna. Jeśli na podium w składzie znajduje się cukier, produkt również wraca na półkę.

 

3. Unikanie glutenu i laktozy. Nie mówię tutaj o skrajnościach, ale raczej o unikanie tych składników w takiej codziennej diecie, gdy sama przyrządzam posiłki. Uważam, że są niezdrowe i oprócz tego nie najlepiej się po nich czuje.

 

4.Staram się nie jeść na noc.

 

5.Wszystkie te zasady staram się wdrażać w życie w czasie codziennej rutyny. Gdy wychodzę z chłopakiem albo ze znajomymi nie trzymam się kluczowo i restrykcyjnie zasad. Cenie sobie poczucie szczęścia, a jedzenie zapewnia mi je w dużej mierze, dlatego czasem pozwalam sobie na odstępstwa. Staram się jednak wykorzystywać je mądrze, tzn jeśli już jem coś wbrew swoim zasadom to raczej jest to kolacja w restauracji albo ciasto w dobrej kawiarni niż paczka chipsów czy mrożona pizza. Jakość jedzenia jest dla mnie bardzo ważna.

 

6.Aktywność fizyczna. To nie musi być nic wielkiego. U mnie akurat teraz jest siłownia, ale kocham też basen, spacery, fitness. Wydaje mi się, że sport pomaga mi poukładać sobie swoją codzienność, dodaje mi endorfin i energii. Po prostu więcej mi się chce 🙂

 

W następnej części wpisu (mam nadzieję, że niedługo) pojawi się co nieco w temacie zdrowych śniadań. Pokażę Wam, co ja wybieram na mój najważniejszy posiłek dnia.

Dajcie znać, jak Wam się podobał ten wpis i do następnego!