Skończyłam program au pair. Stało się. Wróciłam do Polski! I dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o tym kilka słów.

***

Z moją host rodzinką pożegnałam się już na początku lipca, przed rozpoczęciem mojego travel month. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się po sobie takich emocji. Naprawdę przez chwilkę było mi naprawdę smutno, że to wszystko już się kończy. Zwłaszcza gdy mój 2,5latek powiedział swoim słodkim głosikiem „Zuza, now you can cry”. I faktycznie przez chwilę naprawdę to przeżywałam. Bardzo kocham moją ostatnią host rodzinę i mam ogromną nadzieję, że będę miała okazję ich jeszcze kiedyś zobaczyć!

Dość szybko doszłam do siebie i zaczęłam prawdziwie cieszyć się swoją wolnością. Jakby nie patrzeć praca z dziećmi była bardzo ciężka i naprawdę mnie zmęczyła, fizycznie i psychicznie. Wiedziałam, że już nie długo zacznę nowy rozdział w swoim życiu.

Później przyszedł czas na mój długo wyczekiwany travel month. W planach była długa, dwutygodniowa wycieczka po Kalifornii. Ale o tym opowiem Wam w osobnym poście razem ze zdjęciami, bo naprawdę duużo się działo!

Moje ostatnie tygodnie w Stanach upłynęły szybko, nawet się nie obejrzałam, a już siedziałam w samolocie, który miał mnie zabrać na powrót do Europy.
Moja głowa była pełna różnych myśli. Strach i smutek mieszały się z ogromną ekscytacją. Mój powrót do domu miał być niespodzianką, tylko mój tato wiedział co jeszcze potęgowało emocje.

Spodziewałam się różnych odczuć związanych z  opuszczeniem Stanów. Szoku kulturowego, smutku, tęsknoty. I naprawdę się zaskoczyłam bo nie doświadczyłam niczego takiego. Parafrazując moją koleżankę, czuję jak gdybym wcisnęłam pauzę w moim dotychczasowych życiu wyjeżdżając i po prostu puściła je z powrotem wracając. Wszystko było takie znajome i bardzo szybko przyzwyczaiłam się do życia w Polsce. Miałam może jeden lub dwa gorsze dni, gdy wszystko tu mnie drażniło. Ludzie tak bardzo niemili w porównaniu do Amerykanów, jeżdżenie autem znów na manualnej skrzyni biegów itd. Ale szybko mi przeszło.

Ogólnie tuż po powrocie wpadłam w wir różnych spraw, żeby nie dawać sobie zbyt dużo czasu na nudę. Jakieś 4 dni po powrocie zaczęłam nową pracę, nadrabiam zaległości w spotkaniach ze znajomymi, snuję bliższe i dalsze plany.

Muszę Wam szczerze powiedzieć, czuję się najszczęśliwszą osobą na świecie na ten moment. Program au pair był ekscytujący, działo się dużo dobrych i złych rzeczy, ale cieszę się, że go skończyłam. Odkąd wróciłam zaczynam niemal każdy dzień z szerokim uśmiechem na twarzy. Cieszę się każdą chwilą tutaj.
Dopiero po powrocie zdałam sobie sprawę jak ważne jest poczucie wolności i niezależności.

Powiem Wam szczerze, że jestem z siebie dumna. Bo wytrwałam, chociaż nie było łatwo i wiele razy chciałam się poddać. Do tego mój związek również przetrwał i ma się lepiej niż kiedykolwiek mimo, że tak wiele osób w to wątpiło.

Nie żałuję, że wyjechałam. To była naprawdę mocna lekcja życia. Ale rok był zdecydowanie wystarczający. Nie chciałabym przedłużyć za nic w świecie.

Dobrze być w domu <3

Małe podsumowanie w liczbach:
Mam za sobą 29 lotów samolotem.


Mieszkałam w trzech różnych Stanach- Colorado, Texas, District of Columbia


Odwiedziłam 13 Stanów (New York, Delaware, DC, Virginia, Maryland, North Carolina, Illinois, Texas, Colorado, Arizona, Nevada, Kalifornia, Pensylwania)


Do tego 9 krajów(Puerto Rico, Cuba, Meksyk, Canada, Barbados, St. Thomas, St. Marteen, St Lucia, St Kitts)

***

Na sam koniec chciałam podzielić się z Wami częścią moich planów (nie mogę Wam jeszcze zdradzić wszystkiego ;p).
W październiku zaczynam studia. Nigdy nie byłam bardziej podekscytowana powrotem do nauki niż po tym roku przerwy. Wybrałam psychologię na wrocławskim SWPSie.

Jeśli chodzi o to co dalej z moim blogiem, to mam w planach przede wszystkim wielkie nadrabianie. Mam Wam jeszcze tyle do opowiedzenia i pokazania z czasu mojego pobytu w Stanach!

Do tego za dwa tygodnie wybieram się z moim narzeczonym na Maltę na małe wakacje.

Na dzisiaj to wszystko, 
Dziękuję Wam bardzo za czytanie!